• anonim · 15.05.2019 06:53:55 · usuń ten komentarz!
  • Jaką linię obrony zastosować, gdy zostanę posądzony o zniesławienie?
    Niestety, nie ma złotego środka na obronę w każdej sprawie o zniesławienie. Nawet najmniejsza różnica w okoliczności zdarzenia może mieć ogromny wpływ na wynik procesu. Jeśli poczuwamy się do winy, należy w miarę możliwości naprawić wyrządzone szkody pokrzywdzonemu. W polskim prawie istnieje jednak furtka, pozwalająca usprawiedliwić niemal każdą formę zniesławienia. W myśl art. 213 paragrafu trzeciego Kodeksu Karnego:

    „§2 Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu”.

    Doświadczony prawnik nie powinien mieć problemu ze skutecznym użyciem tego zapisu podczas obrony oskarżonego.
    http://kklaw.pl/309/
  • anonim · 15.05.2019 06:56:12 · usuń ten komentarz!
  • „§2 Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu”.

    Doświadczony prawnik nie powinien mieć problemu ze skutecznym użyciem tego zapisu podczas obrony oskarżonego.
    http://kklaw.pl/309/
  • anonim · 15.05.2019 07:30:32 · usuń ten komentarz!
  • Czy zamawianie szkła tylko ciętego a potem nakazanie podległym pracownikom wykonywanie na takim szkle wszystkich możliwych obróbek tj. polerowania , wiercenia , obróbki na intermac-u, malowanie , hartowanie i laminowanie a następnie wywożenie tego jako ciętego jest działaniem zgodnym z prawem czy nie ? Czy jest to działanie dla dobra pracodawcy czy na jego szkodę ? Czy jest to przestępstwo czy nie ? Czy czerpanie korzyści finansowych z wykorzystania maszyn i pracowników do celów prywatnych jest zgodne z prawem czy nie ?
  • reklama
  • anonim · 15.05.2019 10:02:30 · usuń ten komentarz!
  • https://www.rp.pl/artykul/1135958-Prywata-w-pracy-to-powod-do-zwolnienia-dyscyplinarnego.html
    Dostrzegł to rówież SN w wyroku z 5 września 1997 r.?(I PKN 223/97). Stwierdził wtedy, że pracownik podejmujący działalność gospodarczą kolidującą z jego rolą jako strony stosunku pracy powinien przejawiać szczególną dbałość, aby w praktyce nie zagrażało to dobremu imieniu pracodawcy. Jego zachowanie niespełniające tego wymagania uzasadnia wypowiedzenie umowy o pracę, niezależnie od tego, czy etatowcowi można przypisać winę, czy nie. Pracownik nie może więc podejmować działalności konkurencyjnej wobec tej prowadzonej przez jego pracodawcę i przez to zagrażać (choćby potencjalnie) jego interesom. Działaniem uzasadniającym rozwiązanie umowy może też być użycie przez podwładnego swojego stanowiska do zachowań nielojalnych wobec pracodawcy, a służących uzyskaniu własnych korzyści majątkowych.
    http://spec-glas-piotr-skucha-libiaz.centrumopinii.com/
  • anonim · 15.05.2019 14:40:58 · usuń ten komentarz!
  • o przed wiekami, gdy w krainie Sil rządził zły król Argh. W małej chatce w dolinie zwanej Krystal urodziła się dziewczynka. Rodzice dali jej na imię Rissa. Czas mijał, a dziewczynka szybko rosła. Gdy tylko nauczyła się chodzić, przechadzała się z rodzicami po lesie. W czasie swych spacerów omijali jednak ścieżkę prowadzącą do Mrocznej Puszczy - zakazanej części lasu. Łąki doliny Krystal były obsypane kwiatami. Wodospady na skraju łąk lśniły złotem, gdy padało na nie słońce. Dziewczynka wyobrażała sobie, że za tymi wodospadami są całe masy złota i kryształów.

    Rissa dorastała. Już nie wyglądała jak mały brzdąc. Teraz jej długie brązowe włosy sięgały do pasa, a w jej turkusowych oczach widać było cały kosmos. Podczas jednego ze spacerów z ciekawości weszła do zakazanej części lasu. Pośród wysokich sosen i kłujących świerków dostrzegła wysoką ponurą wieżę zbudowaną z szarych kamieni. Nad nią unosiła się mgła. Wieża nie miała wejścia, jedynie na ścianie wykuty był napis:

    Rissa zamyśliła się. Ku jej zdumieniu słowa same popłynęły jej z ust:
    - Ponieważ kiedyś został otruty przez cień...
    Coś zaskrzypiało pod jej nogami. Zanim zdążyła się obejrzeć, spadała już długim tunelem w dół. Nie uderzyła jednak o ziemię. Zatrzymała się w powietrzu i powoli opadła na kamienną posadzkę, po czym podniosła się i ledwie powstrzymała od krzyku - nad nią wisiały błękitne płomienie, które oświetlały komnatę. Spojrzała w górę i zobaczyła schody. A były to najwyższe schody, jakie Rissa dotąd widziała.

    Ostrożnie i powoli zaczęła się po nich wspinać. Gdy doszła na górę, ujrzała kamienne drzwi. Próbowała je otworzyć, jednak nie udało się jej. Dostrzegła wówczas miejsce prawdopodobnie przeznaczone na klucz, ale klucza nigdzie nie było. Odwróciła się. Za nią stało olbrzymie lustro. Trochę się przestraszyła, ale po chwili zrozumiała, że nie musi się niczego obawiać. Podeszła do lustra, dotknęła je. Poczuła, jak jej dłoń przenika przez powierzchnię tajemniczego zwierciadła i odważnie ruszyła naprzód.

    Przechodząc przez zwierciadło miała wrażenie, że zapada się w miękkiej wacie. Po drugiej stronie lustra zobaczyła niewielką komnatę. W ścianie znajdowała się wnęka, a w niej klucz
  • anonim · 15.05.2019 14:41:46 · usuń ten komentarz!
  • alekiej krainie było królestwo. Mieszkał tam król ze swoją żoną i córką. Król był uczciwy i dobry dla swoich poddanych, ale nie umiał sam rządzić w królestwie. Potrzebował dobrego , mądrego doradcy. Z pomocą do niego przyszła wróżka. Powiedziała, że w dalekiej Krainie mieszka mądry smok, który raz na sto lat daje jedno jajo. To jest zaczarowane jajo. Jeden warunek trzeba spełnić, aby je posiąść – może je dostać tylko dobry człowiek. Król postanowił szukać smoka i dostać jajo. Zły czarnoksiężnik też chciał być właścicielem jaja. Król, na szczęście, pierwszy dotarł do smoka. Smok na niego czekał i oddał mu jajo. Król odjechał z darem od smoka do swojego królestwa.

    Wtedy do smoka przybył czarnoksiężnik i zażądał jaja. Smok powiedział, że już oddał jajo. Zły czarownik chciał wiedzieć komu je oddał, jednak smok nic mu nie powiedział. Czarnoksiężnik wtedy zabił smoka i ruszył na poszukiwanie obecnego właściciela jaja.
    Kiedy król wrócił z wyprawy ze smoczym jajem, najbardziej cieszyła się królewna. Codziennie pielęgnowała jajo i czekała, aż się wykluje z niego smok. I wreszcie nadeszła ta chwila. Pewnego ranka z jaja wykluł się mały, fioletowy smok. Księżniczka dała mu na imię Foks. Ich przyjaźń rozkwitała. Razem spędzali dużo czasu.

    Na zamek, któregoś dnia, przybyła wróżka z wiadomością o złym czarnoksiężniku. Powiedziała królowi wszystko. Król z królową postanowili ukryć smoka w grocie pod zamkiem. Wtedy księżniczka postanowiła zamieszkać tam razem ze swoim smokiem. Mijały lata. Foks uczył królewnę, żeby była mądra i mogła w przyszłości rządzić królestwem. Tak spędzili razem wiele lat. Pewnego dnia do groty przybył posłaniec z zamku. Opowiedział smokowi królewnie, że zły czarnoksiężnik napadł na królestwo i zabił króla i królową. Foks słuchał uważnie. Poczuł się winny, że nie obronił rodziców przyjaciółki. Postanowił odszukać złego pana i rozprawić się z nim.

    Mała królewna wystraszyła się, że straci swojego przyjaciela. Smok zapewnił ją, że wróci. Minął rok – Foks wrócił do swojej księżniczki. Niebezpieczeństwo minęło.
    Księżniczka i Foks zamieszkali w zamku, razem rządzili królestwem. Ich rządy były mądre i sprawiedliwe. Żyli długo i szczęśliwie
  • anonim · 15.05.2019 14:43:34 · usuń ten komentarz!
  • Pewnego dnia miś i jego przyjaciel królik poszli na spacer. Gdy przemierzali zieloną dolinę królik powiedział:
    - Chodźmy do domu, bo pada deszcz.
    - Dobrze – odpowiedział miś.
    Gdy byli już w domu, mieli napić się herbaty, ale królik był bardzo, ale to bardzo zmęczony.
    - Misiu. Pójdę już do domu. – powiedział królik.
    - Proszę, nie idź! – zatrzymywał go miś.
    Ale królik nalegał.

    Gdy królik wyszedł, miś położył się spać. Kiedy tylko nastał poranek, miś pomaszerował do domku przyjaciela. Znajomy otworzył drzwi. Wyglądał na wypoczętego. Dlatego miś od razu zaproponował:
    - Co powiesz na przechadzkę do krainy futrzaków?
    - O tak, z miłą chęcią.
    Gdy dotarli na miejsce zauważyli, że jeden z futrzaczków ma chorą łapkę. Chcieli mu pomóc, ale nie umieli. I wtedy miś wpadł na genialny pomysł.
    - Pójdziemy do pani wiewiórki, ona wie co zrobić.
    - Masz rację misiu. Pani doktor Wiewiórka jest właściwą osobą, do której powinniśmy się zwrócić o pomoc.
    Kiedy pani doktor była już na miejscu, opatrzyła ranę futrzaczka.
    - Pacjent szybko wyzdrowieje, jak będzie leżał w łóżeczku przez cały tydzień. Łapka musi odpocząć – wytłumaczyła przyjaciołom pani Wiewiórka.

    Przez te wszystkie dni królik i miś odwiedzali chorego przyjaciela, a kiedy wyzdrowiał, codziennie bawili się razem na polanie. To była wspaniała przygoda dla przyjaciół. Nigdy jej nie zapomną.
  • reklama
  • anonim · 15.05.2019 14:49:16 · usuń ten komentarz!
  • Niedźwiadek
    Niedźwiadek - Ufff! Nie chcę już więcej bawić się z tym niegrzecznym dzieckiem. Gryzie mnie, rzuca w kąt, jakbym był jakąś ścierką!
    Tak mówił śmieszny, pluszowy niedźwiadek, o jednym uchu prawie już oderwanym, który starał się wyciągnąć łapkę uwięzioną w szufladzie przy łóżku. Ludwiczek, jego pan, wyszedł w pokoju, a mamusia miała zaprowadzić go do dentysty. Dzięki temu zabawki mogły swobodnie rozmawiać między sobą.

    - Ty się skarżysz? Ale pomyśl, że on odrywa mi drzwiczki, koła, łamie błotniki! - stwierdziło zielone autko, porzucone na środku pokoju.

    - A co ja mam powiedzieć? Spójrzcie, jak mnie urządził! Nie mam nogi, brakuje mi jednej ręki - powiedział pajac, siedzący na brzegu kaloryfera.

    - Jak mi się wydaje, nikt z nas nie był traktowany delikatnie - stwierdził mały wózek, cały poobijany, któremu też brakowało dwóch kółek. A więc - ciągnął dalej - dlaczego nie przestaniemy bawić się z nim?

    Przez chwilę zapanowała cisza. Zabawki zastanawiały się nad dziwną propozycją; nikt przedtem o tym nie pomyślał.

    W końcu wszyscy zgodzili się: nie będą bawić się z Ludwiczkiem.

    Gdy chłopiec wszedł do swego pokoju, pierwszym jego odruchem było kopnięcie autka. Ale co za zaskoczenie! Autko nie przesunęło się zupełnie i Ludwiczek o mało nie upadł, gdyż stracił równowagę. Nasz przyjaciel - niezadowolony - chciał "pocieszyć" się swym zranionym pajacykiem, ale nie potrafił go podnieść: pajac wydawał się przyklejony do podłogi.

    Tym razem naprawdę się rozzłościł. Dlaczego nie może się bawić? Spojrzał na swego niedźwiadka. Jak smutnie wyglądał w tej niewygodnej pozycji, z uwięzioną łapką i oberwanym uszkiem! Spojrzał na niego uważniej. Dziwnie, wydawało się, że szklane oczy świeciły się bardziej niż zazwyczaj. Może był smutny? Delikatnie wziął go na rękę, trochę pogłaskał: jaki był miękki i ciepły!Miś

    - Czy ty naprawdę mnie kochasz? - spytał nagle niedźwiadek.

    Ludwiczek odpowiedział: - Naturalnie!

    A więc musisz mnie szanować, nie wolno ci ciągnąć mnie za ucho i szczypać mnie. Przyrzekasz? A będziesz szanował również inne zabawki? Wszystkie one pragną być twoimi przyjaciółmi i chcą bawić się z tobą, pod warunkiem, że będziesz się z nimi dobrze obchodził.

    - Tak, tak przyrzekam wam: postaram się was nie psuć. Dobranoc, przyjaciele! - to mówiąc, podniósł pajaca, autko, wózek ciężarowy i porządnie poukładał na półce, myśląc już o dniu następnym. Postara się wtedy naprawić zepsute części zabawek z pomocą tatusia i mamusi
  • anonim · 15.05.2019 14:50:51 · usuń ten komentarz!
  • A jak Tomku w twoim domku
    Wojtka obudził głośny dzwonek budzika. A tak chciałby jeszcze trochę pospać... Ale jest już siódma. Do szkoły wprawdzie niedaleko, trzeba się jednak pospieszyć z myciem, ubieraniem i śniadaniem, aby zdążyć na ósmą.
    Chłopiec zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki. Tu przywitał się z ojcem, który właśnie się golił.

    Stojąc nad wanną, Wojtek przez chwilę się zastanawiał, czy umyć się w wodzie ciepłej czy też w zimnej. Już sięgał do oznaczonego czerwono kurka, po którego odkręceniu lała się z kranu ciepła woda, ale w tej samej chwili pomyślał, że lepiej jednak będzie się umyć zimną wodą, która tak wspaniale orzeźwia.

    Odkręcił więc kurek oznaczony niebiesko i po chwili ze lśniącego srebrzyście kranu spływał mu na ręce strumień zimnej wody. Równocześnie do umywalni, przy której golił się ojciec, płynęła ciepła woda; ogrzewał ją dziesiątkami szumiących płomyków wiszący na ścianie nad wanną gazowy piecyk kąpielowy.

    Po umyciu Wojtek pobiegł z powrotem do pokoju, gdzie z włączonego przez mamę odbiornika radiowego rozległ się głos spikera podającego dokładny czas. Skłoniło to chłopca do pośpiechu: szybko się ubrał, posłał swoje łóżko, chwycił torbę z książkami i poszedł do kuchni, gdzie mama nalewała mu już ze zdjętego z gazowej kuchni rondelka gorącego mleka do kubka. Popił nim bułkę z masłem, włożył do torby z książkami przygotowane przez mamę drugie śniadanie, cmoknął ją w policzek - i już go nie było. Zbiegając szybko po schodach słyszał jeszcze jej wołanie:

    - Zaraz po lekcjach wracaj prosto do domu! Nie spóźnij się na obiad!

    Wojtek uczy się w szkole, a co w tym czasie robi w domu jego mama? O, ma ona tutaj bardzo wiele pracy: najpierw musi sprzątnąć mieszkanie, później zrobić pranie i wreszcie ugotować obiad dla całej rodziny - a to wszystko w ciągu kilku zaledwie godzin. Czy zdąży z tym na czas? Zdąży na pewno, ma bowiem kilku niezawodnych i pracowitych pomocników.

    Oto ci, którzy pomogą jej w sprzątaniu. Plastykowa rura elektrycznego odkurzacza, włączonego swym przewodem do gniazdka wtykowego i uruchomionego prostym naciśnięciem małego przycisku - dotrze wszędzie, w każdy zakamarek mieszkania i wyssie stamtąd najdrobniejszy nawet pyłek kurzu. Założone na koniec rury odkurzacza szczotki różnego kształtu i wielkości odkurzą i dokładnie wyczyszczą wszystkie tapczany, fotele i dywany w mieszkaniu. Podobnie jak odkurzacz włączona i uruchomiona froterka swymi szybko wirującymi szczotkami wypoleruje do połysku podłogi we wszystkich pomieszczeniach. Jak pięknie lśnią one we wpadającym do mieszkania przez szerokie okna świetle słonecznym!

    Sprzątanie skończone, pora na pranie. W łazience, gdzie się to odbędzie, na mamę Wojtka czeka inna jej pracowita pomocnica: elektryczna pralka. Włączenie przewodu pralki do gniazdka wtykowego, naciśnięcie przełącznika - i oto wlana do pralki woda zaczyna się ogrzewać. Po niedługim czasie w gorącej wodzie z dodanym do niej środkiem piorącym znajduje się już brudna bielizna. Woda w pralce drga, faluje i burzy się, piorąc w ten sposób zanurzone w niej rzeczy.

    Z włączonego odbiornika radiowego rozlega się melodia hejnału z wieży Mariackiej w Krakowie. To sygnał, że już południe. Trzeba już gotować obiad. Wojtkowa mama idzie do kuchni, niewielkiej, ale wygodnej, jasnej i kolorowej. Wygodnej, ponieważ wyposażona jest bardzo celowo i pomysłowo we wszystkie potrzebne w gospodarstwie domowym sprzęty i urządzenia: kuchnię gazową, zlewozmywak, lodówkę, stół roboczy, rząd zawieszonych na ścianie szafek i stół do spożywania posiłków z kilkoma taboretami. W świetle wpadającym przez szerokie okno ładnie wyglądają barwnie malowane ściany i lśniąca podłoga z plastykowych płytek.

    Z lodówki wędruje na stół mięso, jajka i masło, a ze spiżarni w ścianie - inne produkty. W krótkim czasie wszystkie potrawy obiadowe są przygotowane, teraz tylko część z nich trzeba ugotować, a część usmażyć. Najważniejsze urządzenie kuchenne jest już do tego przygotowane: cztery palniki kuchni gazowej szumią płomieniami. Jeszcze tylko tu zwiększy się płomień, tam go obniży - i już stoją na kuchni wszystkie potrawy.

    A tymczasem w klasie Wojtka ostatnia lekcja. Wreszcie dzwonek - i Wojtek idzie do domu. Dom, w którym mieszka, jest wysoki : ma dziesięć pięter. Na czwarte piętro, na którym znajduje się jego mieszkanie, Wojtek pojedzie windą. Po wejściu do kabiny windy chłopiec starannie zamyka jej drzwi za sobą (inaczej bowiem winda nie ruszy), naciska jeden z kilku umieszczonych na ścianie kabiny guziczków - i winda łagodnie unosi się do góry. Po chwili Wojtek naciska przycisk dzwonka przy drzwiach. Otwiera mu mama, która dopiero co nakryła do stołu.

    - No, jak ci poszło w szkole, Wojtku? Wszystko dobrze? To świetnie. Umyj ręce i siadaj do obiadu.

    Po obiedzie Wojtek, jak zwykle, odrabia lekcje. Nagle przypomina sobie, że w szkole umówił się z kolegą do kina, aby obejrzeć film, na który od dawna się wybierają. Spojrzał w okno: pogoda jakaś taka nienadzwyczajna, na szybach pojawiły się już nawet pierwsze krople deszczu... Jakże w taką pogodę wychodzić z domu? Nie warto zmoknąć.

    "Nic nie szkodzi - pociesza się Wojtek - mam przecież także kino w domu: telewizor. Niedługo audycja dla młodzieży, a potem interesujący film. A do Zbyszka zatelefonuję, że do kina dziś nie pójdę. Jemu też się pewnie nie zechce..."

    Porozmawiał przez telefon z kolegą, a potem usiadł przed telewizorem. Program był bardzo interesujący i Wojtek nie spostrzegł się nawet, jak nadszedł czas kolacji, na którą mama podała smaczne ciasto, upieczone po południu w piekarniku kuchni gazowej.

    I oto już późny wieczór; Wojtek idzie po kąpieli spać. Leżąc w wygodnym łóżku myśli o szkole, o nieudanej wyprawie do kina, potem o oglądanym programie telewizyjnym. Myśli sobie, że telewizor to świetne urządzenie - dzięki niemu oglądał dziś film w domu. A telefon ? Też fajna rzecz, bo gdyby nie on, nie mógłby zawiadomić Zbyszka o tym, że nie pójdzie do kina. A radio może nie fajne? Przecież także!

    Tak go zajęły te wszystkie spostrzeżenia, które mu jakoś do tej pory nie przychodziły do głowy, że zaczął zastanawiać się nad innymi technicznymi urządzeniami mieszkania. "Naciskam wyłącznik na ścianie - myślał - i zaraz zapalają się żarówki w żyrandolu na suficie. Kiedy tylko chcę, z kranów w łazience i nad zlewozmywakiem w kuchni płynie woda, zimna lub gorąca. Gdyby nie odkurzacz i froterka, mama bardzo męczyłaby się sprzątaniem i zabierałoby to jej dużo czasu. Podobnie byłoby z praniem, gdyby nie pralka elektryczna.

    A czy dostałbym tak szybko śniadanie, gdybyśmy nie mieli kuchni gazowej? A zmywanie naczyń ? No, a to, że śmieci nie trzeba wynosić w kubełku do śmietnika na podwórzu, tylko wrzuca się je w korytarzu do zsypu, którym spadają aż na sam dół, do śmietnika w piwnicy? Aha, i jeszcze winda, którą tak szybko można się dostać na nasze czwarte piętro... Ileż to pożytecznych urządzeń mamy w naszym mieszkaniu i w domu! Jak niewygodnie musiało być ludziom dawniej, kiedy tego wszystkiego nie mieli...

    A jakie urządzenia będą w mieszkaniach za dziesięć, dwadzieścia albo pięćdziesiąt lat? Na pewno jeszcze lepsze niż dzisiaj... A może będą jakieś całkiem nowe, których dziś jeszcze nie ma? Bardzo chciałbym wiedzieć, jak ludzie będą mieszkać w przyszłości...".

    I tak rozmyślając, Wojtek zasnął
  • anonim · 15.05.2019 14:52:12 · usuń ten komentarz!
  • ÝO kreciku Zdzisiu
    Żył sobie krecik imieniem Zdziś, który miał bardzo chore nogi. Zawsze z zazdrością obserwował inne zwierzątka, które mogły biegać, bawić się i skakać. On zaś siedział w kącie, a wtedy nikt z bawiących się nie widział wielkich łez, które płynęły z jego oczu. Któregoś dnia, kiedy wiewiórki, liski, kreciki i zajączki bawiły się wesoło jak zwykle, przyleciała mądra sowa. Tylko ona zauważyła małe stworzonko siedzące w kąciku pod drzewem i kapiące z jego oczu łzy. Żal jej się zrobiło Krecika. Przysiadła tuż obok niego na rozłożystej gałęzi i rzekła:
    - Zdzisiu nie płacz. Przecież nie wszystko jeszcze stracone.

    - Zdziś nastawił uszu, ponieważ sowa była bardzo mądra.

    - Słyszałam o takim lekarzu, - ciągnęła dalej sowa - który leczy nogi, ale mieszka bardzo daleko stąd. I trzeba go szukać. Gdybyś mógł się z nim spotkać na pewno by cię wyleczył...

    Zdziś postanowił spróbować. Wprawdzie wielu lekarzy go już oglądało, ale tym razem nabrał dziwnej nadziei. Mądra sowa mówiła, że nie jest to zwykły lekarz. A skoro tak, nie było się nad czym zastanawiać. Jeszcze tego samego dnia krecik spakował tobołek.

    - Jeśli ten lekarz mi nie pomoże - mruczał pod nosem - to nie zrobi tego już nikt więcej.

    Skoro tylko nastał wieczór Zdziś wyczołgał się z norki i pokuśtykał w podróż. Nogi bardzo go bolały, posuwał się powoli i często musiał odpoczywać. Czasem aż zaciskał z bólu ząbki, mimo to szedł dalej.

    Po drodze pytał napotkane zwierzątka czy nie widziały owego nadzwyczajnego doktora, ale odpowiedzi były bardzo różne. Niektóre zwierzątka zaprzeczały nawet istnieniu Wielkiego Lekarza, inne pokazywały kierunek często mylny. W końcu krecik już naprawdę nie wiedział dokąd iść. Zwiesił smętnie główkę, załamany usiadł pod drzewem i zaczął płakać. Nagle usłyszał trzepot skrzydeł sowy.

    - O, tu jesteś! Czy znalazłeś Wielkiego Lekarza? - zapytała sowa.

    - Nie i nie wiem gdzie go szukać - odparł krecik.

    Wtedy sowa ze zdziwieniem popatrzyła na nogi krecika.

    - Ale tobie lekarz już nie jest potrzebny! Twoje nogi są zdrowe, tylko jeszcze trochę słabe.

    Szukając Lekarza ćwiczyłeś mięśnie nóg mimo bólu i te ćwiczenia ci pomogły. Jakież to dziwne! Jakież to niezwykłe!

    I rzeczywiście krecik mógł chodzić coraz dłużej i dalej, a ból stawał się coraz mniejszy. Wkrótce mógł bez przeszkód bawić się ze swoimi leśnymi przyjaciółmi, którzy teraz baczniej zwracali uwagę na to, czy ktoś nie jest smutny.

    Porozmawiajmy...

    1. Czy krecik potrzebnie wyruszył na poszukiwanie Lekarza? A co by było, gdyby pozostał w norce?
    2. Czy zdarzało Ci się robić coś, co wydawało ci się niepotrzebne?
    3. Jak myślisz na czym zależy Panu Bogu?
    4. Jak rozumiesz zdanie: Czasem wystarczy szukać, a to czego szukamy zostanie nam dane po drodze cicho i niepostrzeżenie
  • Prawnik.pl · 18.05.2019 21:11:08 · usuń ten komentarz!
  • Dziękujemy za zgłoszenia i prosimy o kontakt więcej osób
  • anonim · 19.05.2019 18:40:43 · usuń ten komentarz!
  • Jelonek rogacz (Lucanus cervus) – jeden z największych chamów w Polsce, należy do rodziny jelonkowatych. Podlega częściowej ochronie gatunkowej .W Polsce pozostał tylko jeden egzrmplaż ( kto zgadnie gdzie? ).
  • anonim · 19.05.2019 18:43:46 · usuń ten komentarz!
  • Chyba ostatnio go widziałem w PressGlass Radomsko.
  • Dopisz swoją odpowiedź na forum. Możesz pisać anonimowo, nie musisz podawać swoich prawdziwych danych.
  • Imię lub pseudonim:
  • Nie wypełniaj jeśli chcesz wysłać odpowiedź anonimowo.
  • Twój e-mail:
  • Nie musisz go podawać, nie będzie publikowany.
  • Treść odpowiedzi: (dozwolone tagi to <b>pogrubienie</b> <i>pochylenie</i> <u>podkreślenie</u>)
  • Przed dodaniem odpowiedzi, sprawdź czy nie ma w niej błędu.
Copyright © 2007 - 2018 Praca do kitu |Kontakt|Bannery|RSS