• anonim · 09.10.2019 20:46:43 · usuń ten komentarz!
  • a niego ze zmartwieniem.
    - Trzeba iść do przedszkola. Nie ma kto z tobą zostawać w domu. A mama musi pracować. Gdyby było większe mieszkanie, poprosilibyśmy babcię… A z dziećmi… zawsze tak nie będzie.
    - „Truskawka”? One są pyszne – słodkie, pachnące, delikatne. I ja, i tata bardzo lubimy truskawki. Wszystkie. Tę małą, co biega po naszym domu też. A dzieci... Spróbuj się przynajmniej czasami uśmiechnąć.

    Tego dnia rano strasznie padało. Szybko szli z mamą do przedszkola. W piątki była rytmika, drugie śniadanie, spacer. Wojtkowi było wszystko jedno.
    Na rytmice znowu nie miał pary. Sam musiał tańczyć krakowiaka. Nawet mu to nieźle szło, aż nagle zobaczył, że w kącie dziewczynki krztuszą się ze śmiechu.
    Pomylił krok i stanął na środku sali.
    Wiedział, że znów jest czerwony jak… jak, wolał nawet w myśli nie wypowiadać tego słowa.
    I wtedy jeden z pancernych zaśpiewał:
    Truskaweczka jedna
    Miała nogi z drewna...
    A drugi dośpiewał:
    Truskawa
    czerwona
    zaraz będzie
    przewrócona.

    Wojtkowi wszystko zawirowało przed oczami. Gdyby pani nie podbiegła do niego i nie objęła go ramieniem, chyba by upadł. Potem siedział w osobnym pokoju skulony w wielkim miękkim fotelu i pani długo do niego mówiła. Właściwie nic z tego nie pamięta.
    

    Przez kilka dni nic się nie wydarzyło. Wojtek grzecznie przychodził do przedszkola, bawił się niedaleko pani, jadł śniadanie, chodził na spacer i czekał, aż mama wreszcie przyjdzie.
    Któregoś dnia pani wcześniej zawołała dzieci, żeby poszły do szatni. Wojtkowi wpadło do głowy, że można byłoby się tu gdzieś schować i nie iść ze wszystkimi. Wlazł za szafę. Czekał. Jednak dzieci nie wychodziły na spacer. W szatni musiało się coś dziać.
    - Proszę pani, jakie to śliczne!
    - Dla mnie jabłuszko!
    - A dla mnie misia – piszczała przeraźliwie Jola.
    - Wcale nie, bo dla mnie! – szczypała ją przyjaciółka.
    - A dla Kaczorowskiego kaczkę.
    Śmiech, a Kaczorowski śmiał się najgłośniej.
    - Maciek dostanie cielaczka.
    - Mmm, wolałbym tygrysa.
    - A co dla Kasi?
    - Może słoneczko? Ona jest zawsze taka miła.
    Wojtek zamyślił się.
    Nawet nie zauważył, jak dzieci zaczęły wracać do sali. Zabierały się do zabawy.
    - A Truskawa znowu w kącie stoi i beczy.
    - Wcale nie. I odczep się w końcu ode mnie. Niech pani im coś powie. Proszę pani. Ja już nie mogę!
    - Uspokój się, Wojtusiu.
    - Dlaczego ja? To oni mi dokuczają!
    - Każdemu trochę dokuczają. Ale ty jeden nie możesz tego znieść – odpowiedziała pani podchodząc bliżej.
    Ale Wojtek ryczał wniebogłosy. Złapał pudełko kredek. Chciał rzucić w Jurka.
    - Nie znoszę was wszystkich! Wstrętne przedszkole! To wy jesteście truskawki!
    Wyskoczył z sali i trzasnął drzwiami.
    Jeszcze płacząc i łkając przebiegł przez cały korytarz. Zatrzymał się w drzwiach do ogródka.
    Po porannej burzy wszystko było mokre. Krople na liściach. W piaskownicy błoto. Ale już w kałużach zaczęły się przeglądać pierwsze promyki słońca.
    Jeszcze trochę pochlipywał. Potem westchnął i zaczął chodzić po korytarzu. Korytarz był pusty. Pusty – zupełnie inny niż zawsze. Tu drzwi do kuchni, wystawka naszych ludzików z plasteliny, szary dywanik, szatnia.
    - Ojej! Co tu się dzieje! Jakie to ładne!
    Na szarych, nieładnych szafkach, które stały równo pod ścianami, teraz ponaklejane były różne obrazki. Zrobiło się kolorowo. I każdy jest inny – to ciekawe. „Joasia ma cukierek – to do niej pasuje, Kaczorowski kaczkę, a ta dużo Jola słonia”. A ja? Poszukał oczami swojej szafki. Odcinała się równą szarością drzwiczek. Nic mi nie nakleili. Zostawili puste miejsce – poczuł jakiś skurcz.
    Obok na stoliczku stało pudełko z resztkami nalepek. Zaczął gwałtownie grzebać w pudełku. Dwie wisienki, może samochód? – zastanawiał się chwilę, ale szukał dalej. Wreszcie zobaczył. Z samego dna pudełka uśmiechała się duża czerwona truskawka. Jego truskawka.
    Przypomniał sobie, co pani mówiła… „każdy ma swoje imię, nazwisko, przezwisko – jak swoją twarz i swoje ręce… ładniejsze, brzydsze, ale każdy inne, własne”.
    Poślinił palec, posmarował dokładnie klej na odwrocie i mocno przycisnął swoją truskawkę do swojej szafki.

    anonim · 09.10.2019 20:43:35 · usuń ten komentarz!
    Dawno temu, w małej zaniedbanej chatce, mieszkały sobie z mamą trzy małe świnki. Były bardzo biedne, więc postanowiły, że wyruszą w świat w poszukiwaniu fortuny.

    I tak, pierwsza z nich zapakowała ulubione rzeczy, powiedziała mamie „do widzenia” i poszła.
    Nie uszła daleko, gdy zobaczyła ładną brukowaną drogę.
    - Jaka piękna droga – powiedziała pierwsza mała świnka. - chyba pójdę nią i przekonam się, co mnie na niej spotka.
    Niedługo potem ujrzała człowieka ze snopkiem słomy.
    - Dzień dobry panu – przywitała się grzecznie. - Niech mi pan sprzeda ten snopek słomy, przyda mi się na budowę domku.
    - Zgoda – odrzekł człowiek.
    

    I tak pierwsza mała świnka dała człowiekowi wszystkie pieniądze za snopek słomy. Potem zabrała się do pracy. Zaczęła wiązać słomę w pęczki i przymocowywać do kijów. Robiła to tak długo, aż wybudowała ścianę. Wreszcie, mała świnka samodzielnie zrobiła przytulny mały domek ze słomy i była bardzo zadowolona.
    Ale kiedy siedziała w środku i jadła pierwszą kolację w nowym domku, nadszedł zły wilk. Polował przez cały dzień w wielkim lesie, ale nie znalazł nic do jedzenia, więc był bardzo głodny. Nic dziwnego, że kiedy zobaczył malutki domek świnki, pomyślał: wreszcie znalazłem kolację! Zapukał do drzwi i zawołał:
    Mała świnko, uchyl drzwi
    Pozwól wejść do środka mi!
    Pierwsza świnka wyjrzała przez okno. Kiedy zobaczyła wielkiego złego wilka, zawołała:
    Nie otworzę drzwi przed tobą,
    Boś jest bardzo złą osobą!
    To bardzo rozwścieczyło wilka. Ryknął bardzo głośno:
    Jak się nadmę i jak dmuchnę
    To z twym domkiem będzie krucho!
    Ale świnka wciąż nie chciała go wpuścić do środka. Wielki zły wilk sapał i dmuchał tak tak długo, aż mały domek ze słomy rozsypał się. Pierwsza mała świnka musiała uciekać tak szybko, jak tylko potrafiła, bo inaczej wilk naprawdę by ją zjadł!

    Wkrótce potem druga mała świnka postanowiła poszukać szczęścia w szerokim świecie. Powiedziała mamie „do widzenia” i poszła sobie.
    Szybko dotarła do wysypanej żwirem drogi.
    - Jaka przyjemna droga. Mam nadzieję, że prowadzi w jakieś ciekawe miejsce, gdzie znajdę swoje szczęście – pomyślała.
    Skręciła więc w żwirową drogę.
    Wkrótce druga mała świnka spotkała człowieka niosącego wielką walizkę patyków.
    - Dzień dobry panu – przywitała się uprzejmie druga mała świnka. - Czy nie sprzedałby mi pan tej wiązki patyków. Chciała bym zbudować z nich swój domek.
  • anonim · 09.10.2019 20:47:03 · usuń ten komentarz!
  • Dawno, dawno temu, przed wieloma laty, daleko stąd, bo aż za siódmą górą i siódmą rzeką żyła sobie pewna biedna kobieta. Miała niedużego synka o imieniu Jaś, a w całym gospodarstwie jedną małą krowę.
    I oto nadszedł taki dzień, że oboje z chłopcem nie mieli już nic do jedzenia i nie było innej rady, jak ta, by pogonić krowę na targ i sprzedać ją. Rzekła więc matka do syna:
    - Wstań Jasiu jutro o świcie i pognaj naszą krówkę na targ. Tylko uważaj i dobrze ją sprzedaj, żebyśmy na tym nie stracili.
    Następnego ranka chłopiec popędził krowę na targ. Prędko znalazł tam kupca i jeszcze prędzej dobił z nim targu. Wymienili się tym co mieli. Jaś oddał krowę, a w zamian otrzymał ... ziarnko fasoli.
    Po powrocie do domu zaraz pokazał matce, co dostał. Matka zapłakała gorzko z żalu, że syn oddał krowę za jedną mizerną fasolkę. Chłopiec pocieszał jak mógł.
    - Nie smuć się, Mamusiu, ten stary człowiek, co wziął naszą krowę powiedział mi, że jeszcze dziś wieczorem powinienem posadzić fasolkę, a wkrótce przekonam się, co z tego będzie.
    Zaraz też chłopiec rozejrzał się po małym ogródku, szukając najodpowiedniejszego miejsca dla fasolki. Postanowił posadzić ją tuż pod oknem, by móc na nią patrzeć i czekał niecierpliwie, co będzie dziać się dalej.
    

    Przy wieczorze nie mógł przełknąć ani kęsa. Zmęczony i pełen oczekiwania położył się do łóżka. Rankiem, gdy tylko się obudził, skoczył do okna i ujrzał, że jego fasolka wykiełkowała. Wychylił się z okna, ale nie zdołał dostrzec końca wychodzącego z ziemi pędu. Pomyślał, że jeśli wyjdzie na dwór, to stamtąd będzie mógł dokładnie obejrzeć sobie całą roślinkę. Wyszedł z chaty, przyjrzał się fasoli, ale nic nie mógł zrozumieć. Na próżno wpatrywał się w roślinę, bo i teraz nie mógł dojrzeć jej końca. Przywołał matkę i powiedział:
    - Zobacz Mamusiu, jak wysoko sięga fasolka. Muszę wdrapać się aż do jej końca.
    Matka bała się o syna, prosiła więc, aby tego nie robił, ale mimo to chłopiec, jak postanowił, tak i uczynił.

    Koło południa Jaś zaczął wspinać się po pędzie fasoli w górę. Wspinał się, wspinał i był już tak wysoko, że aż dostawał zawrotu głowy. Wtem, zupełnie nieoczekiwanie uderzył głową o sklepienie nieba. Ciekawie rozejrzał się dokoła. W sklepieniu tym zauważył mały otwór. Zajrzał tam i dostrzegł w oddali coś jasnego. Zaraz też pomyślał:
    - Skoro już dotarłem do końca pędu fasolki, chciałbym wiedzieć, co jest tam w środku.
    Zebrał całą odwagę i wśliznął się przez otwór. Niedaleko miejsca, gdzie się znajdował, stała mała chatka.
    - Teraz i tak już prawie noc - pomyślał - pójdę, poproszę tu o nocleg, a jutro wrócę do domu.
    W chatce spotkał kobietę, która na jego widok krzyknęła zdumiona:
    - Czego tu szukasz chłopcze? Mój mąż jest siedmiogłowym smokiem. Jeśli cię tu zobaczy, natychmiast cię pożre.
    - Och! - wykrzyknął przerażony Jaś i błagał gospodynię, aby zechciała go ukryć, bo bardzo boi się smoka.
    Gospodyni zrobiło się żal chłopca. Zgodziła się, a nawet zapytała:
    - Może jesteś głodny?
    - Och tak! Od wczoraj nic nie jadłem.
    Gospodyni nakarmiła więc zgłodniałego chłopca, a on szczerze podziękował jej za dobroć.
    - A teraz chodź - rzekła - ukryję cię, bo mój mąż niebawem wróci do domu. Jeśli zobaczy, że tu jesteś, zabije nas oboje. Ale gdzie by cię tu schować? - zastanawiała się.
    Wreszcie przyszło jej na myśl, że dobrze byłoby wtoczyć wielka misę do izby, wstawić ją pod łóżko i ukryć pod nią chłopca.
    Jaś był bardzo zmęczony, ale zarazem zbyt przerażony żeby zasnąć. Postanowił czuwać i obserwować, co też będzie się działo dalej.
    Z wybiciem godziny dwunastej usłyszał łomot i walenie do drzwi. Siedmiogłowy smok wpadł jak burza do izby, niosąc z sobą dużą, czarną kurę. Postawił ją zaraz na stole i wrzasnął:
    - Znieś jajko!
    Kura natychmiast złożyła na stole duże złote jajko. Zadowolony smok zaryczał znowu:
    - Znieś jeszcze jedno!
    I za każdym razem, na zawołanie smoka, kura znosiła złote jajko.
    Wkrótce smok przypomniał sobie, że jest bardzo głodny.
    - Żono, przynieś mi wieczerzę! - krzyknął
    Gospodyni dała mu jeść. Ledwo zjadł, już wołał, aby przyniosła mu skrzypce.
    Grał i zdawało się, że nie widzi nic dookoła, tak był zajęty swoją muzyką, gdy nagle zaczął węszyć.
    - Słuchaj kobieto, co to za obcy zapach jest w tym domu?
    - Uspokój się mój mężu i graj sobie, nie ma tu nikogo obcego.
    - Ależ tak! Mów mi zaraz, kto to jest, bo inaczej i ciebie rozszarpię na kawałki.
    Gospodyni tak długo przemawiała do smoka, aż wreszcie uspokoił się i zaczął dalej grać. Widocznie jednak poczuł zmęczenie, bo za chwilę przerwał granie i tak jak siedział w fotelu, nie kładąc się, cicho zasnął. Nawet ni razu nie zachrapał.
    Gospodyni spostrzegłszy to, pomyślała że dobrze byłoby położyć się i jej samej, bo dzień wkrótce nadejdzie, a ona jeszcze nie zmrużyła oka.

    Tymczasem Jaś, gdy tylko przekonał się, że oboje naprawdę śpią, wyczołgał się ostrożnie spod misy, wziął czarną kurę w jedną, a skrzypce w drugą rękę i co sił w nogach, wybiegł z nimi z chaty.
    

    Gdy dotarł do otworu, przez który dostał się tutaj, raz jeszcze obejrzał się do tyłu, czy czasem smok nie pośpieszył za nim, by odebrać swoją własność. I nagle okropny strach chwycił go za gardło. Smok zbliżał się bowiem z niesamowitą wprost szybkością. Jeszcze chwilę, a dosięgnie go.
    Chłopiec, najszybciej jak potrafił, zjechał na dół po pędzie fasoli. A kiedy znalazł się znowu w swojej zagrodzie, zaraz chwycił siekierę, która akurat stała oparta o płot i przeciął nią pęd fasoli. Smok spadł wtedy na ziemię, a że było dość wysoko, połamał sobie nogi i nie mógł rzucić się na Jasia. Ten szybko skorzystał z okazji, zabił smoka i spalił go, żeby nie zostało ani kawałeczka.
    - Teraz już nikt nie potrzebuje bać się strasznego smoka. - pomyślał.
    Dopiero teraz mógł wejść do domu. Przez cały czas nieobecności chłopca, matka opłakiwała go, nie wiedząc gdzie się jej syn podziewa.
    - Nie płacz już Mamusiu - uspokajał matkę - teraz będziemy mięli co jeść, będziemy tez mięli pieniądze i złoto. - mówiąc to pokazał jej czarną kurę, która spokojnie chodziła sobie pod oknem.
    - Ach, skąd weźmiemy pieniądze i złoto, syneczku - westchnęła matka. - Popędziłeś naszą krowę na targ i dostałeś za nią jedno ziarnko fasoli. Jeśli teraz sprzedamy kurę, dostaniesz za nią co najwyżej pół ziarnka fasoli.
    - Wcale nie myślę o tym, żeby pozbywać się naszej kury - odrzekł chłopiec wesoło.
    Przyniósł ją też zaraz do domu i postawił na stole. Pogłaskał czarne pióra ptaka i rzekł:
    - Znieś jajko.
    Kura, jak na zawołanie, zniosła dla chłopca złote jajko. Matka aż usta otworzyła ze zdumienia.
    A czarna kura musiała tak długo znosić złote jajka, dopóki nie było ich dość na to, żeby zbudować nowy dom i postawić stodołę, kupić bydło do obórki a także wiele pięknych nowych ubrań.
    Od tego czasu Jaś całymi dniami grywał na skrzypcach, a matka przysłuchiwała się jego grze.
    A jeśli ktoś z Was nie wierzy, niech sam tam pójdzie i zapyta.
  • anonim · 10.10.2019 09:52:11 · usuń ten komentarz!
  • Ten kto kradł już do końca pozostanie złodziejem i nic tego nie zmieni . Może chodzić dumny ale musi wiedzieć że każdy który patrzy na niego wie że jest on złodziejem
  • Dopisz swoją odpowiedź na forum. Możesz pisać anonimowo, nie musisz podawać swoich prawdziwych danych.
  • Imię lub pseudonim:
  • Nie wypełniaj jeśli chcesz wysłać odpowiedź anonimowo.
  • Twój e-mail:
  • Nie musisz go podawać, nie będzie publikowany.
  • Treść odpowiedzi: (dozwolone tagi to <b>pogrubienie</b> <i>pochylenie</i> <u>podkreślenie</u>)
  • Przed dodaniem odpowiedzi, sprawdź czy nie ma w niej błędu.
Copyright © 2007 - 2018 Praca do kitu |Kontakt|Bannery|RSS