• anonim · 09.10.2019 20:46:43 · usuń ten komentarz!
  • a niego ze zmartwieniem.
    - Trzeba iść do przedszkola. Nie ma kto z tobą zostawać w domu. A mama musi pracować. Gdyby było większe mieszkanie, poprosilibyśmy babcię… A z dziećmi… zawsze tak nie będzie.
    - „Truskawka”? One są pyszne – słodkie, pachnące, delikatne. I ja, i tata bardzo lubimy truskawki. Wszystkie. Tę małą, co biega po naszym domu też. A dzieci... Spróbuj się przynajmniej czasami uśmiechnąć.

    Tego dnia rano strasznie padało. Szybko szli z mamą do przedszkola. W piątki była rytmika, drugie śniadanie, spacer. Wojtkowi było wszystko jedno.
    Na rytmice znowu nie miał pary. Sam musiał tańczyć krakowiaka. Nawet mu to nieźle szło, aż nagle zobaczył, że w kącie dziewczynki krztuszą się ze śmiechu.
    Pomylił krok i stanął na środku sali.
    Wiedział, że znów jest czerwony jak… jak, wolał nawet w myśli nie wypowiadać tego słowa.
    I wtedy jeden z pancernych zaśpiewał:
    Truskaweczka jedna
    Miała nogi z drewna...
    A drugi dośpiewał:
    Truskawa
    czerwona
    zaraz będzie
    przewrócona.

    Wojtkowi wszystko zawirowało przed oczami. Gdyby pani nie podbiegła do niego i nie objęła go ramieniem, chyba by upadł. Potem siedział w osobnym pokoju skulony w wielkim miękkim fotelu i pani długo do niego mówiła. Właściwie nic z tego nie pamięta.
    

    Przez kilka dni nic się nie wydarzyło. Wojtek grzecznie przychodził do przedszkola, bawił się niedaleko pani, jadł śniadanie, chodził na spacer i czekał, aż mama wreszcie przyjdzie.
    Któregoś dnia pani wcześniej zawołała dzieci, żeby poszły do szatni. Wojtkowi wpadło do głowy, że można byłoby się tu gdzieś schować i nie iść ze wszystkimi. Wlazł za szafę. Czekał. Jednak dzieci nie wychodziły na spacer. W szatni musiało się coś dziać.
    - Proszę pani, jakie to śliczne!
    - Dla mnie jabłuszko!
    - A dla mnie misia – piszczała przeraźliwie Jola.
    - Wcale nie, bo dla mnie! – szczypała ją przyjaciółka.
    - A dla Kaczorowskiego kaczkę.
    Śmiech, a Kaczorowski śmiał się najgłośniej.
    - Maciek dostanie cielaczka.
    - Mmm, wolałbym tygrysa.
    - A co dla Kasi?
    - Może słoneczko? Ona jest zawsze taka miła.
    Wojtek zamyślił się.
    Nawet nie zauważył, jak dzieci zaczęły wracać do sali. Zabierały się do zabawy.
    - A Truskawa znowu w kącie stoi i beczy.
    - Wcale nie. I odczep się w końcu ode mnie. Niech pani im coś powie. Proszę pani. Ja już nie mogę!
    - Uspokój się, Wojtusiu.
    - Dlaczego ja? To oni mi dokuczają!
    - Każdemu trochę dokuczają. Ale ty jeden nie możesz tego znieść – odpowiedziała pani podchodząc bliżej.
    Ale Wojtek ryczał wniebogłosy. Złapał pudełko kredek. Chciał rzucić w Jurka.
    - Nie znoszę was wszystkich! Wstrętne przedszkole! To wy jesteście truskawki!
    Wyskoczył z sali i trzasnął drzwiami.
    Jeszcze płacząc i łkając przebiegł przez cały korytarz. Zatrzymał się w drzwiach do ogródka.
    Po porannej burzy wszystko było mokre. Krople na liściach. W piaskownicy błoto. Ale już w kałużach zaczęły się przeglądać pierwsze promyki słońca.
    Jeszcze trochę pochlipywał. Potem westchnął i zaczął chodzić po korytarzu. Korytarz był pusty. Pusty – zupełnie inny niż zawsze. Tu drzwi do kuchni, wystawka naszych ludzików z plasteliny, szary dywanik, szatnia.
    - Ojej! Co tu się dzieje! Jakie to ładne!
    Na szarych, nieładnych szafkach, które stały równo pod ścianami, teraz ponaklejane były różne obrazki. Zrobiło się kolorowo. I każdy jest inny – to ciekawe. „Joasia ma cukierek – to do niej pasuje, Kaczorowski kaczkę, a ta dużo Jola słonia”. A ja? Poszukał oczami swojej szafki. Odcinała się równą szarością drzwiczek. Nic mi nie nakleili. Zostawili puste miejsce – poczuł jakiś skurcz.
    Obok na stoliczku stało pudełko z resztkami nalepek. Zaczął gwałtownie grzebać w pudełku. Dwie wisienki, może samochód? – zastanawiał się chwilę, ale szukał dalej. Wreszcie zobaczył. Z samego dna pudełka uśmiechała się duża czerwona truskawka. Jego truskawka.
    Przypomniał sobie, co pani mówiła… „każdy ma swoje imię, nazwisko, przezwisko – jak swoją twarz i swoje ręce… ładniejsze, brzydsze, ale każdy inne, własne”.
    Poślinił palec, posmarował dokładnie klej na odwrocie i mocno przycisnął swoją truskawkę do swojej szafki.

    anonim · 09.10.2019 20:43:35 · usuń ten komentarz!
    Dawno temu, w małej zaniedbanej chatce, mieszkały sobie z mamą trzy małe świnki. Były bardzo biedne, więc postanowiły, że wyruszą w świat w poszukiwaniu fortuny.

    I tak, pierwsza z nich zapakowała ulubione rzeczy, powiedziała mamie „do widzenia” i poszła.
    Nie uszła daleko, gdy zobaczyła ładną brukowaną drogę.
    - Jaka piękna droga – powiedziała pierwsza mała świnka. - chyba pójdę nią i przekonam się, co mnie na niej spotka.
    Niedługo potem ujrzała człowieka ze snopkiem słomy.
    - Dzień dobry panu – przywitała się grzecznie. - Niech mi pan sprzeda ten snopek słomy, przyda mi się na budowę domku.
    - Zgoda – odrzekł człowiek.
    

    I tak pierwsza mała świnka dała człowiekowi wszystkie pieniądze za snopek słomy. Potem zabrała się do pracy. Zaczęła wiązać słomę w pęczki i przymocowywać do kijów. Robiła to tak długo, aż wybudowała ścianę. Wreszcie, mała świnka samodzielnie zrobiła przytulny mały domek ze słomy i była bardzo zadowolona.
    Ale kiedy siedziała w środku i jadła pierwszą kolację w nowym domku, nadszedł zły wilk. Polował przez cały dzień w wielkim lesie, ale nie znalazł nic do jedzenia, więc był bardzo głodny. Nic dziwnego, że kiedy zobaczył malutki domek świnki, pomyślał: wreszcie znalazłem kolację! Zapukał do drzwi i zawołał:
    Mała świnko, uchyl drzwi
    Pozwól wejść do środka mi!
    Pierwsza świnka wyjrzała przez okno. Kiedy zobaczyła wielkiego złego wilka, zawołała:
    Nie otworzę drzwi przed tobą,
    Boś jest bardzo złą osobą!
    To bardzo rozwścieczyło wilka. Ryknął bardzo głośno:
    Jak się nadmę i jak dmuchnę
    To z twym domkiem będzie krucho!
    Ale świnka wciąż nie chciała go wpuścić do środka. Wielki zły wilk sapał i dmuchał tak tak długo, aż mały domek ze słomy rozsypał się. Pierwsza mała świnka musiała uciekać tak szybko, jak tylko potrafiła, bo inaczej wilk naprawdę by ją zjadł!

    Wkrótce potem druga mała świnka postanowiła poszukać szczęścia w szerokim świecie. Powiedziała mamie „do widzenia” i poszła sobie.
    Szybko dotarła do wysypanej żwirem drogi.
    - Jaka przyjemna droga. Mam nadzieję, że prowadzi w jakieś ciekawe miejsce, gdzie znajdę swoje szczęście – pomyślała.
    Skręciła więc w żwirową drogę.
    Wkrótce druga mała świnka spotkała człowieka niosącego wielką walizkę patyków.
    - Dzień dobry panu – przywitała się uprzejmie druga mała świnka. - Czy nie sprzedałby mi pan tej wiązki patyków. Chciała bym zbudować z nich swój domek.
  • anonim · 09.10.2019 20:47:03 · usuń ten komentarz!
  • Dawno, dawno temu, przed wieloma laty, daleko stąd, bo aż za siódmą górą i siódmą rzeką żyła sobie pewna biedna kobieta. Miała niedużego synka o imieniu Jaś, a w całym gospodarstwie jedną małą krowę.
    I oto nadszedł taki dzień, że oboje z chłopcem nie mieli już nic do jedzenia i nie było innej rady, jak ta, by pogonić krowę na targ i sprzedać ją. Rzekła więc matka do syna:
    - Wstań Jasiu jutro o świcie i pognaj naszą krówkę na targ. Tylko uważaj i dobrze ją sprzedaj, żebyśmy na tym nie stracili.
    Następnego ranka chłopiec popędził krowę na targ. Prędko znalazł tam kupca i jeszcze prędzej dobił z nim targu. Wymienili się tym co mieli. Jaś oddał krowę, a w zamian otrzymał ... ziarnko fasoli.
    Po powrocie do domu zaraz pokazał matce, co dostał. Matka zapłakała gorzko z żalu, że syn oddał krowę za jedną mizerną fasolkę. Chłopiec pocieszał jak mógł.
    - Nie smuć się, Mamusiu, ten stary człowiek, co wziął naszą krowę powiedział mi, że jeszcze dziś wieczorem powinienem posadzić fasolkę, a wkrótce przekonam się, co z tego będzie.
    Zaraz też chłopiec rozejrzał się po małym ogródku, szukając najodpowiedniejszego miejsca dla fasolki. Postanowił posadzić ją tuż pod oknem, by móc na nią patrzeć i czekał niecierpliwie, co będzie dziać się dalej.
    

    Przy wieczorze nie mógł przełknąć ani kęsa. Zmęczony i pełen oczekiwania położył się do łóżka. Rankiem, gdy tylko się obudził, skoczył do okna i ujrzał, że jego fasolka wykiełkowała. Wychylił się z okna, ale nie zdołał dostrzec końca wychodzącego z ziemi pędu. Pomyślał, że jeśli wyjdzie na dwór, to stamtąd będzie mógł dokładnie obejrzeć sobie całą roślinkę. Wyszedł z chaty, przyjrzał się fasoli, ale nic nie mógł zrozumieć. Na próżno wpatrywał się w roślinę, bo i teraz nie mógł dojrzeć jej końca. Przywołał matkę i powiedział:
    - Zobacz Mamusiu, jak wysoko sięga fasolka. Muszę wdrapać się aż do jej końca.
    Matka bała się o syna, prosiła więc, aby tego nie robił, ale mimo to chłopiec, jak postanowił, tak i uczynił.

    Koło południa Jaś zaczął wspinać się po pędzie fasoli w górę. Wspinał się, wspinał i był już tak wysoko, że aż dostawał zawrotu głowy. Wtem, zupełnie nieoczekiwanie uderzył głową o sklepienie nieba. Ciekawie rozejrzał się dokoła. W sklepieniu tym zauważył mały otwór. Zajrzał tam i dostrzegł w oddali coś jasnego. Zaraz też pomyślał:
    - Skoro już dotarłem do końca pędu fasolki, chciałbym wiedzieć, co jest tam w środku.
    Zebrał całą odwagę i wśliznął się przez otwór. Niedaleko miejsca, gdzie się znajdował, stała mała chatka.
    - Teraz i tak już prawie noc - pomyślał - pójdę, poproszę tu o nocleg, a jutro wrócę do domu.
    W chatce spotkał kobietę, która na jego widok krzyknęła zdumiona:
    - Czego tu szukasz chłopcze? Mój mąż jest siedmiogłowym smokiem. Jeśli cię tu zobaczy, natychmiast cię pożre.
    - Och! - wykrzyknął przerażony Jaś i błagał gospodynię, aby zechciała go ukryć, bo bardzo boi się smoka.
    Gospodyni zrobiło się żal chłopca. Zgodziła się, a nawet zapytała:
    - Może jesteś głodny?
    - Och tak! Od wczoraj nic nie jadłem.
    Gospodyni nakarmiła więc zgłodniałego chłopca, a on szczerze podziękował jej za dobroć.
    - A teraz chodź - rzekła - ukryję cię, bo mój mąż niebawem wróci do domu. Jeśli zobaczy, że tu jesteś, zabije nas oboje. Ale gdzie by cię tu schować? - zastanawiała się.
    Wreszcie przyszło jej na myśl, że dobrze byłoby wtoczyć wielka misę do izby, wstawić ją pod łóżko i ukryć pod nią chłopca.
    Jaś był bardzo zmęczony, ale zarazem zbyt przerażony żeby zasnąć. Postanowił czuwać i obserwować, co też będzie się działo dalej.
    Z wybiciem godziny dwunastej usłyszał łomot i walenie do drzwi. Siedmiogłowy smok wpadł jak burza do izby, niosąc z sobą dużą, czarną kurę. Postawił ją zaraz na stole i wrzasnął:
    - Znieś jajko!
    Kura natychmiast złożyła na stole duże złote jajko. Zadowolony smok zaryczał znowu:
    - Znieś jeszcze jedno!
    I za każdym razem, na zawołanie smoka, kura znosiła złote jajko.
    Wkrótce smok przypomniał sobie, że jest bardzo głodny.
    - Żono, przynieś mi wieczerzę! - krzyknął
    Gospodyni dała mu jeść. Ledwo zjadł, już wołał, aby przyniosła mu skrzypce.
    Grał i zdawało się, że nie widzi nic dookoła, tak był zajęty swoją muzyką, gdy nagle zaczął węszyć.
    - Słuchaj kobieto, co to za obcy zapach jest w tym domu?
    - Uspokój się mój mężu i graj sobie, nie ma tu nikogo obcego.
    - Ależ tak! Mów mi zaraz, kto to jest, bo inaczej i ciebie rozszarpię na kawałki.
    Gospodyni tak długo przemawiała do smoka, aż wreszcie uspokoił się i zaczął dalej grać. Widocznie jednak poczuł zmęczenie, bo za chwilę przerwał granie i tak jak siedział w fotelu, nie kładąc się, cicho zasnął. Nawet ni razu nie zachrapał.
    Gospodyni spostrzegłszy to, pomyślała że dobrze byłoby położyć się i jej samej, bo dzień wkrótce nadejdzie, a ona jeszcze nie zmrużyła oka.

    Tymczasem Jaś, gdy tylko przekonał się, że oboje naprawdę śpią, wyczołgał się ostrożnie spod misy, wziął czarną kurę w jedną, a skrzypce w drugą rękę i co sił w nogach, wybiegł z nimi z chaty.
    

    Gdy dotarł do otworu, przez który dostał się tutaj, raz jeszcze obejrzał się do tyłu, czy czasem smok nie pośpieszył za nim, by odebrać swoją własność. I nagle okropny strach chwycił go za gardło. Smok zbliżał się bowiem z niesamowitą wprost szybkością. Jeszcze chwilę, a dosięgnie go.
    Chłopiec, najszybciej jak potrafił, zjechał na dół po pędzie fasoli. A kiedy znalazł się znowu w swojej zagrodzie, zaraz chwycił siekierę, która akurat stała oparta o płot i przeciął nią pęd fasoli. Smok spadł wtedy na ziemię, a że było dość wysoko, połamał sobie nogi i nie mógł rzucić się na Jasia. Ten szybko skorzystał z okazji, zabił smoka i spalił go, żeby nie zostało ani kawałeczka.
    - Teraz już nikt nie potrzebuje bać się strasznego smoka. - pomyślał.
    Dopiero teraz mógł wejść do domu. Przez cały czas nieobecności chłopca, matka opłakiwała go, nie wiedząc gdzie się jej syn podziewa.
    - Nie płacz już Mamusiu - uspokajał matkę - teraz będziemy mięli co jeść, będziemy tez mięli pieniądze i złoto. - mówiąc to pokazał jej czarną kurę, która spokojnie chodziła sobie pod oknem.
    - Ach, skąd weźmiemy pieniądze i złoto, syneczku - westchnęła matka. - Popędziłeś naszą krowę na targ i dostałeś za nią jedno ziarnko fasoli. Jeśli teraz sprzedamy kurę, dostaniesz za nią co najwyżej pół ziarnka fasoli.
    - Wcale nie myślę o tym, żeby pozbywać się naszej kury - odrzekł chłopiec wesoło.
    Przyniósł ją też zaraz do domu i postawił na stole. Pogłaskał czarne pióra ptaka i rzekł:
    - Znieś jajko.
    Kura, jak na zawołanie, zniosła dla chłopca złote jajko. Matka aż usta otworzyła ze zdumienia.
    A czarna kura musiała tak długo znosić złote jajka, dopóki nie było ich dość na to, żeby zbudować nowy dom i postawić stodołę, kupić bydło do obórki a także wiele pięknych nowych ubrań.
    Od tego czasu Jaś całymi dniami grywał na skrzypcach, a matka przysłuchiwała się jego grze.
    A jeśli ktoś z Was nie wierzy, niech sam tam pójdzie i zapyta.
  • anonim · 10.10.2019 09:52:11 · usuń ten komentarz!
  • Ten kto kradł już do końca pozostanie złodziejem i nic tego nie zmieni . Może chodzić dumny ale musi wiedzieć że każdy który patrzy na niego wie że jest on złodziejem
  • CYK DWÓJECZKA · 29.10.2019 07:45:11 · usuń ten komentarz!
  • Jak na noc do pracy w Czwartek no to pyk rządełko bo jak oni sobie wyobrażają bym odrazu po pracy jechał na groby... To jest chore...
  • anonim · 09.11.2019 22:30:15 · usuń ten komentarz!
  • To jest press glass, albo jesteś psem na zawołanie albo wypad. Dużo dobrych ludzi już poleciało bynajmniej w Tczewie którzy potrafili sie postawić.
  • reklama
  • Zbynio · 15.11.2019 13:23:01 · usuń ten komentarz!
  • Ireczkowi lodzika trzaska Dorota, a ze krzywe ramki to nie dziwota. Niech sobie sciagaja szyby kondony wazne pan mistrz Sosnowski jest zadowolony. Jak bedzie trzeba to sie zrobi zebranie ze malo, ze zle, jakosc slaba wazne ze dobrze ma jego baba.
  • anonim · 17.11.2019 20:46:43 · usuń ten komentarz!
  • Hehe, czyli nic się nie zmieniło w tym press glassie.
  • Pan Tadeusz · 24.11.2019 18:45:56 · usuń ten komentarz!
  • Księga ta rozpoczyna się inwokacją: “Litwo, Ojczyzno moja...”. Tadeusz po długiej nieobecności przybywa do rodzinnego domu. Kieruje się do swego dawnego pokoju, ale ze zdziwieniem stwierdza, że komnata ta jest przez kogoś zamieszkiwana. Przez okno panicz dostrzega młodą dziewczynę, która podlewa w ogródku kwiaty. Po chwili panienka wchodzi do pokoju, ale zobaczywszy Tadeusza ucieka. Młodzieniec wita się z Wojskim, który opowiada o aktualnych wydarzeniach, zwłaszcza o sporze, jaki zaistniał pomiędzy Hrabią a Sędzią. Spór dotyczy starego zamku - spuścizny Horeszków. Trwają przygotowania do uczty, w czasie której ma nastąpić zakończenie sporu. Wojski prowadzi Tadeusza w stronę lasu i opowiada historię rodu Horeszków. Następnie młodzieniec wita się z Sędzią. W tym czasie Protazy przenosi stoły z dworu do ruin zamku. Rozpoczyna się uczta, do której zasiadają domownicy i liczni goście. Obok Tadeusza pozostaje jednak wolne miejsce. Sędzia - nawiązując do dziwnego roztargnienia młodzieńca - rozwodzi się nad grzecznością. Po nim zaś głos zabiera Podkomorzy, krytykując bezmyślne naśladowanie francuskiej mody i obyczajów. Stwierdza przy tym, że młodzież wyjeżdża do Francji także po to, aby przyłączyć się do Napoleona i walczyć u jego boku o wolną Polskę. Do sali wchodzi Telimena, zajmuje miejsce obok Tadeusza i zaczyna go kokietować. Mówi o książkach i sztuce oraz skarży się na nudę wiejskiego życia. Tadeusz uważa ją za dziewczynę spotkaną uprzednio przelotnie w dworku i z tego powodu nie pozostaje w zalotach dłużny. W tym czasie Rejent z Asesorem wszczynają spór dotyczący zalet Kusego i Sokoła - psów myśliwskich. Obaj zwracają się w końcu do Wojskiego z prośbą o rozstrzygnięcie, ale ten odmawia stwierdzając, że polowanie na zające uwłacza jego godności i dlatego nie będzie się zajmował tak błahym nieporozumieniem. Uczta dobiega końca, biesiadnicy rozchodzą się. Poeta wspomina w tym miejscu o tworzeniu się we Włoszech Legionów Polskich oraz o powstawaniu Księstwa Warszawskiego. W związku z tymi wydarzeniami na Litwę przedostają się liczni emisariusze. Jednym z nich ma być ksiądz Robak - bernardyn, którego wygląd i zachowanie świadczą o jego żołnierskiej przeszłości, a który kwestuje po dworach szlacheckich i okolicznych karczmach

    Czytaj więcej na https://www.bryk.pl/lektury/adam-mickiewicz/pan-tadeusz.streszczenie-szczegolowe#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other
  • Pan Tadeusz · 25.11.2019 21:56:16 · usuń ten komentarz!
  • Nikomu bym się do tego nie przyznała, lecz kiedy siedziałam w kawiarni naprzeciwko kliniki Mayo, byłam naprawdę przestraszona. Następnego dnia miałam się stać jej pacjentką i przejść tam operację kręgosłupa. Operacja należała do bardzo ryzykownych, ale moja wiara w jej powodzenie była niezwykle silna. Zaledwie kilka tygodni wcześniej przeżyłam pogrzeb ojca - moja gwiazda przewodnia powróciła do nieba.
    - Ojcze Niebieski, ześlij mi anioła w tej godzinie próby - modliłam się.

    Kiedy podniosłam wzrok, zbierając się do odejścia, ujrzałam starszą panią, która wolno zmierzała w kierunku kasy. Stanęłam tuż za nią, pełna podziwu dla przebijającego w jej stroju wytwornego gustu - miała na sobie szkarłatnoczerwoną, wzorzystą suknię, szal, broszkę i wspaniały pąsowy kapelusz.

    - Bardzo panią przepraszam. Chciałabym pani powiedzieć, że jest pani niezwykle piękną kobietą. Pani widok od razu poprawił mi humor.

    Kobieta ujęła mnie za rękę i powiedziała:

    - Moje drogie dziecko, niech cię Bóg błogosławi za twoje dobre słowa, bo widzisz, mam sztuczną rękę, metalową wkładkę w drugiej ręce, a do tego nie mam jednej nogi. Ubieranie się zajmuje mi mnóstwo czasu. Staram się wyglądać jak najlepiej, jednak z upływem lat przestaje to robić na kimkolwiek wrażenie. Dzięki tobie poczułam się dzisiaj naprawdę szczególnie. Niech Pan chroni cię i obdarza błogosławieństwem, gdyż z pewnością musisz być jednym z Jego małych aniołów.

    Gdy kobieta odeszła, nie mogłam wydobyć z siebie nawet słowa, ponieważ dotknęła mojej duszy w taki sposób, że to ona nie mogła być nikim innym, tylko aniołem.
  • Pan Tadeusz · 25.11.2019 21:58:15 · usuń ten komentarz!
  • Był sobie raz mały chłopiec, który bardzo chciał spotkać Boga. Dobrze wiedział, że do miejsca, gdzie mieszka Bóg, prowadzi długa droga, zapakował więc do swojej walizeczki sporo herbatników, sześć butelek napoju korzennego i ruszył w drogę.
    Kiedy przeszedł jakieś trzy skrzyżowania, spotkał starą kobietę. Staruszka siedziała sobie w parku i obserwowała gołębie. Chłopiec usiadł obok niej i otworzył walizkę. Już miał pociągnąć spory łyk napoju, gdy spostrzegł, że staruszka wygląda na głodną, więc poczęstował ją herbatnikiem. Kobieta przyjęła go z wdzięcznością i uśmiechnęła się do chłopca. Jej uśmiech był tak piękny, że chłopiec chciał go ujrzeć jeszcze raz, więc zaproponował jej butelkę napoju. Staruszka uśmiechnęła się ponownie, a chłopczyk był zachwycony!

    Siedzieli tak przez całe popołudnie, jedząc i uśmiechając się do siebie, choć nie padło ani jedno słowo.

    Kiedy zaczął zapadać zmrok, chłopiec poczuł, że jest bardzo zmęczony, i podniósł się z ławki z zamiarem odejścia. Nie zdążył jednak zrobić więcej niż kilka kroków, gdy nagle odwrócił się, podbiegł do staruszki i uściskał ją, a ona obdarzyła go swoim najpiękniejszym uśmiechem.

    Gdy chłopiec przekroczył próg swojego domu, jego matkę zdziwił wyraz szczególnej radości malujący się na twarzy dziecka.

    - Co takiego dziś robiłeś, że jesteś taki szczęśliwy? - spytała.

    - Jadłem lunch z Bogiem - odpowiedział i zanim zdążyła zareagować, dodał:

    - Wiesz co? Bóg ma najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem!

    Tymczasem staruszka, również promieniejąca radością, wróciła do domu.

    Wyraz spokoju, który rozświetlał jej twarz, zastanowił jej syna do tego stopnia, że zapytał:

    - Mamo, co dziś robiłaś, że jesteś taka szczęśliwa?

    - Jadłam w parku ciasteczka z Bogiem. - I zanim jej syn zdążył cokolwiek powiedzieć, dodała:

    - Wiesz co? Jest znacznie młodszy niż sądziłam.
  • reklama
  • Pan Tadeusz · 25.11.2019 21:59:52 · usuń ten komentarz!
  • Pewnego dnia obudziłem się wcześnie rano, aby zobaczyć wschód słońca. Piękna Bożego stworzenia nie da się opisać. Oglądając wschodzące słońce chwaliłem Boga za Jego piękne dzieło. Siedząc tak, odczułem Bożą obecność.
    Zapytał mnie, "Kochasz mnie?"

    Odpowiedziałem, "Oczywiście, Boże! Jesteś moim Panem i Zbawicielem!"

    Następnie zapytał, "Gdybyś był fizycznie upośledzony, kochałbyś mnie nadal?"

    Byłem zaskoczony. Spojrzałem w dół na moje ręce, nogi i resztę mojego ciała i zastanawiałem się jak wielu rzeczy nie mógłbym robić, rzeczy nad którymi nie zastanawiałem się. Odpowiedziałem, "Byłoby ciężko. Panie, ale nadal kochałbym Cię."

    Następnie Pan powiedział, "Gdybyś był ślepy, podziwiałbyś wciąż moje stworzenie?"

    Jak mógłbym podziwiać coś bez możliwości zobaczenia tego? Pomyślałem wtedy o wszystkich niewidomych ludziach na świecie i o tym, że wielu z nich kocha Boga i Jego stworzenie. Odpowiedziałem więc, "Trudno myśleć o tym, ale nadal kochałbym Cię."

    Potem Pan zapytał mnie, "Gdybyś był głuchy, słuchałbyś nadal mojego słowa?"

    Jak mógłbym słuchać czegokolwiek będąc głuchym? Zrozumiałem jednak, że słuchanie Bożego Słowa nie odbywa się przez uszy, lecz sercem. Odpowiedziałem, "Byłoby ciężko, ale ciągle słuchałbym Twojego słowa."

    Następnie Pan zapytał, "Gdybyś był niemy, chwaliłbyś nadal Moje Imię?"

    Jak mógłbym Go wielbić bez głosu? Uświadomiłem sobie, że Bóg pragnie abyśmy śpiewali z naszych serc i dusz. Dźwięki nie mają znaczenia. Chwalenie Boga to przecież nie tylko pieśni. Kiedy jesteśmy prześladowani, chwalimy Boga naszym dziękczynieniem. Odpowiedziałem więc, "Nawet gdybym nie mógł śpiewać, ciągle chwaliłbym Twoje imię."

    W końcu Pan zapytał, "Naprawdę mnie kochasz?"

    Z odwagą i mocnym przekonaniem odparłem zdecydowanie, "Tak, Panie, kocham Cię ponieważ jesteś jedynym i prawdziwym Bogiem!"

    Myślałem, że to wystarczy, lecz Bóg zapytał, "DLACZEGO W TAKIM RAZIE GRZESZYSZ?" Odpowiedziałem, "Ponieważ jestem tylko człowiekiem, nie jestem doskonały." "DLACZEGO W CZASIE POKOJU ODCHODZISZ JAK NAJDALEJ? DLACZEGO TYLKO W KŁOPOTACH MODLISZ SIĘ NAJGORLIWIEJ?" Cisza. Łzy płynęły po mojej twarzy.

    Pan kontynuował: "Dlaczego śpiewasz tylko w czasie nabożeństw i ewangelizacji? Dlaczego szukasz mnie tylko w czasie uwielbiania? Dlaczego tak egoistycznie mnie prosisz? Dlaczego prosisz bez wiary?"

    Łzy w dalszym ciągu spływały po moich policzkach.

    "Dlaczego wstydzisz się Mnie? Dlaczego nie zwiastujesz dobrej nowiny? Dlaczego gdy jesteś prześladowany, wołasz do innych, podczas gdy ja oferuję ci moje ramię aby się wypłakał? Dlaczego szukasz wymówek, gdy daję ci okazje do służenia w Moim Imieniu?"

    Próbowałem odpowiedzieć, ale miałem żadnej odpowiedzi na ustach.

    "Obdarzyłem cię życiem. Nie chcę abyś odrzucał ten dar. Pobłogosławiłem cię talentami, abyś Mi służył, a ty ciągle się odwracasz. Objawiłem ci Moje Słowo, ale ty nie robisz postępu w poznaniu. Przemawiam do ciebie, ale twoje uszy są zamknięte. Obdarzam cię Swoimi błogosławieństwami, ale ty odwracasz wzrok. Posyłam ci Swoje sługi, ale ty ciągle siedzisz bezczynnie gdy oni pracują. Słyszałem wszystkie twoje modlitwy i odpowiedziałem na nie"

    "CZY NAPRAWDĘ MNIE KOCHASZ?"

    Nie potrafiłem odpowiedzieć. Jak mógłbym? Byłem tak bardzo zawstydzony. Nie miałem żadnej wymówki. Cóż mogłem odpowiedzieć. Gdy moje serce krzyczało, a łzy dalej płynęły, powiedziałem, "Proszę, wybacz mi Panie. Jestem niegodny być Twoim dzieckiem."

    Pan odpowiedział, "Na tym polega moja Łaska, dziecko." Zapytałem, "Dlaczego ciągle mi wybaczasz? Dlaczego tak bardzo mnie kochasz?"

    Pan odpowiedział: "Ponieważ jesteś Moim stworzeniem. Jesteś moim dzieckiem. Nigdy cię nie opuszczę. Kiedy będziesz płakać, okażę ci współczucie i będę płakać z tobą. Kiedy będziesz krzyczeć z radości, będę śmiać się z tobą. Kiedy będziesz załamany, zachęcę cię. Kiedy upadniesz, podniosę cię. Kiedy będziesz zmęczony, poniosę cię. Będę z tobą aż do końca dni i zawsze będę cię kochał."

    Nigdy nie wcześniej tak nie płakałem. Jak mogłem być taki zimny? Jak mogłem tak ranić Boga? Zapytałem Boga, "Jak bardzo mnie kochasz?"

    Pan wyciągnął Swoje ramiona i zobaczyłem Jego przebite ręce. Upadłem do stóp Chrystusa, mojego Zbawiciela. I po raz pierwszy modliłem się szczerze.
  • Pan Tadeusz · 25.11.2019 22:01:28 · usuń ten komentarz!
  • W pewnym domku codziennie wieczorem siedział dziadek i czytał swojemu wnuczkowi książki o królach, książętach, rycerzach i pięknych królewnach. Wnuczek wsłuchiwał się zawsze z wypiekami na twarzy w każdą z tych historii.
    Któregoś dnia dziadek rzekł:

    - Daję ci tę Księgę, w niej jest napisane o prawdziwym i jeszcze istniejącym Królestwie.

    Wnuczek bardzo się ucieszył i rzekł:

    - Skoro jeszcze istnieją królestwa to, gdy dorosnę zostanę rycerzem i będę walczył o dobro i pokój.

    Dziadek tylko się uśmiechnął. Wnuczek otworzył Księgę i zaczął czytać, ale tam nie było nic o pałacach i królach, bitwach, rycerzach. Zdenerwował się i na drugi dzień przyszedł oburzony do dziadka.

    - Chyba się pomyliłeś - rzekł - tu nic nie ma o królach - i rzucił dziadkowi Księgę, która spadła na dywan. Dziadek schylił się, podniósł Księgę, ucałował i rzekł:

    - Nigdy więcej tak nie rób. To jest Święta Księga.

    Wnuczek przeprosił, usiadł koło dziadka i rzekł:

    - To pokaż mi teraz tę książkę o tym prawdziwym Królestwie.

    - Ależ to jest właśnie tutaj - odparł dziadek. Widzę, że muszę Ci wszystko dokładnie wytłumaczyć. Tu jest mowa o Księciu, który zamiast miecza i zbroi używał miłości, miłosierdzia, a Jego Królestwo było inne od tych, o których dotychczas słyszałeś.

    - Dziadku co ty mi tu opowiadasz? - rzekł wnuczek.

    - Ależ to prawda. To nie był zwykły Książę. Jego Ojcem był Król, Stworzyciel Nieba i Ziemi, to On z miłości do ludzi, którzy się błąkali posłał swego Syna na ziemię, aby wskazał drogę ludziom, wiodącą do prawdziwego Królestwa Miłości i Pokoju. Książę nie miał pałacu, ani przepięknych ubrań, strojów. On kochał wszystkich ludzi, szczególnie tych biednych, ubogich i chorych, tych odrzuconych przez bogatych. On miał bardzo dobre serce, a Jego spojrzenie czy dotyk przemieniało ludzkie serca. Ale byli też tacy, którzy Go chcieli zgładzić.

    - Dlaczego skoro On był dobry? - odparł wnuczek.

    - Widzisz ludzie nie lubią, gdy zwraca im się uwagę na to, że źle postępują, a Książę widział, że jest wielka niesprawiedliwość, że tak wielu jest ubogich, a bogaci nie pomagają im; tak wielu chorych, na których nikt nie zwraca uwagi. Książę nie bał się mówić o tym głośno i publicznie, a to sprawiało, że niektórzy zaczęli Go nienawidzieć.

    - To dlaczego ludzie nie chcieli się zmienić, tylko zniszczyć Księcia?

    - Taki wpływ ma zło na serce człowieka. Dlatego zawsze trzeba się starać być dobrym, nawet jeśli to będzie dużo kosztowało. Popatrz na siebie mój małym, ty też często wybierasz to co łatwiejsze, a to nie znaczy, że to jest dobre. Książę chciał dobra wszystkich, bo zależało Mu na każdym człowieku, ale nie chciał do tego nikogo zmuszać.

    - Dlaczego, przecież był Księciem?

    - Tak, ale wiedział, że lepiej aby inni sami wybrali tę drogę, którą On wskazuje, chciał aby służono mu z miłości, tak jak On służył. On bardzo często wychodził na miejsce osobne i tam wznosił swój wzrok w kierunku nieba i modlił się do Ojca, i tego też uczył swoich rycerzy.

    - A to On nie był sam, miał też rycerzy?

    - Tak, wybrał sobie sam dwunastu rycerzy i uczył ich miłości do drugiego człowieka, przebaczenia, wrażliwości. Spędzał z nimi sporo czasu, a oni przypatrywali się wszystkiemu, jednak nie zawsze rozumieli i potrafili dostrzec to, co Książę im przekazywał.

    Książę często powtarzał, że trzeba, aby serce człowieka było czyste, aby kierowało się miłością, że to ono liczy się bardziej niż bogactwa tego świata. A bogaci i znaczący nienawidzili Go coraz bardziej i chcieli Go zgładzić.

    - Skoro Książę miał dwunastu rycerzy, to na pewno nie udało się bogatym.

    - Nie całkiem. Widzisz, jeden z jego rycerzy zdradził Go za co otrzymał pieniądze. A reszta w chwili pojmania uciekła.

    - To cóż to za rycerze, którzy nie bronili Księcia?

    - Widzisz Książę nie uważał, że można coś zrobić dzięki przemocy i myślę, że nie pozwoliłby swoim rycerzom, aby się o Niego bili. On wierzył w Miłość i Jej uczył przez całe swoje ziemskie życie.

    - To co zrobili z Księciem?

    - Skazali Go, ubiczowali.

    - Dlaczego On się nie bronił?

    - Widzisz ludzie byli zaślepieni, a On przyjął to wszystko, aby wszystkich odkupić, abyśmy mogli żyć w Królestwie Miłości i Pokoju. Umarł na krzyżu...

    - A jednak umarł?

    - Umarł i zmartwychwstał. On żyje, jest synem Stworzyciela.

    - Dziadku coś mi to przypomina, to jak z Panem Jezusem.

    - Dokładnie, bo to o Nim mowa. On żyje. Jak wiesz umocnił swoich rycerzy. Bo początkiem tego Królestwa Miłości i Pokoju, powinno być twoje serce mój mały. To tam Książę powinien mieć swój pałac, a ty powinieneś być Jego rycerzem i służyć Mu z miłością i oddaniem.

    Kiedyś mówiłeś mi, że nudzisz się na Mszy Świętej, a ponieważ to jest królewska uczta, którą Książę wyprawia specjalnie dla ciebie, na twoją cześć, On właśnie tam chce abyś się umocnił, abyś dzięki tym spotkaniom z Nim stawał się Jego odważnym rycerzem.
  • Dopisz swoją odpowiedź na forum. Możesz pisać anonimowo, nie musisz podawać swoich prawdziwych danych.
  • Imię lub pseudonim:
  • Nie wypełniaj jeśli chcesz wysłać odpowiedź anonimowo.
  • Twój e-mail:
  • Nie musisz go podawać, nie będzie publikowany.
  • Treść odpowiedzi: (dozwolone tagi to <b>pogrubienie</b> <i>pochylenie</i> <u>podkreślenie</u>)
  • Przed dodaniem odpowiedzi, sprawdź czy nie ma w niej błędu.
Copyright © 2007 - 2018 Praca do kitu |Kontakt|Bannery|RSS